Mówi dziadzio do trzyletniej wnusi:
- Zażyj syropek, bo przestanę Cię kochać!
A na uwagę oburzonej mamusi, że tak się do dziecka nie mówi, że to jest szantaż emocjonalny, odpowiada z jeszcze większym oburzeniem a może wręcz niedowierzaniem, że przecież dziecko musi się czegoś bać...
Widać dziadzio niczego się na starość nie nauczył ani niczego nie zrozumiał. Nadal trwa nietknięty w świętym przekonaniu, które niegdyś skłoniło go do wyjaśnienia swojej córce w rozmowie telefonicznej w środku dnia, całkiem zwyczajnej, odbytej mimochodem, ot dla odbębnienia, aby dać znak życia i okazać, że się coś tam interesuje jej życiem, że nie może jej kochać skoro ma odmienne poglądy...
niedziela, 9 stycznia 2011
niedziela, 2 stycznia 2011
Nowy Rok
Mamy Nowy Rok! Mam nadzieję, że będzie dla nas łaskawy, ba... mam nadzieję, że będzie to nasz rok, że w tym oto roku wszystko się odmieni do tego stopnia, że aż trudno będzie uwierzyć w to jak żyłyśmy...że to my a nie ktoś inny. Będziemy wspominać te trzy niełatwe choć na swój sposób piękne lata, jednak jako coś co było jedynie wstępem do dalszego ciągu, etapem przygotowawczym, mającym na celu pokazanie pewnych spraw, uświadomienie, że zmiany są konieczne, że rozwój jest konieczny, że życie to ruch, podążanie z nurtem rzeki... Tak, w ten oto sposób dziecko mnie uratowało. Dziecko musi się rozwijać, dziecko musi iść na przód, dziecko żyje przyszłością a nie tym co minione. Dziecko jest moja miłością i dlatego przyjmuję wyzwanie, chwytam tą malutką rączkę wyciągniętą w moim kierunku, która mówi: " Chodz ze mną! Pobawmy się! Tam świeci słońce a tu rosną kwiaty. Zobacz jak pięknie."
Już widzę Słońce, widzę też kwiaty. Jak mogłam ich nie dostrzegać? To one są życiem, światłem, harmonią istnienia. Kocham żyć, kocham każdy oddech! Kocham każdy krok uczyniony na zaproszenie tej małej rączki, proszącej o szczęście. Jakże mogłabym odmówić jej radości, odmówić jej szczęśliwego życia?
Już widzę Słońce, widzę też kwiaty. Jak mogłam ich nie dostrzegać? To one są życiem, światłem, harmonią istnienia. Kocham żyć, kocham każdy oddech! Kocham każdy krok uczyniony na zaproszenie tej małej rączki, proszącej o szczęście. Jakże mogłabym odmówić jej radości, odmówić jej szczęśliwego życia?
niedziela, 28 listopada 2010
Tytułem uzupełnienia do wczorajszego wpisu, jako, że mi się przypomniało, chciałam poinformować o tym co moja Skarba potrafi już robić:)
A więc:
Potrafi robić fikołka..
próbuje stawać na głowie(!)
liczy do 12, a także zdarza jej się policzyć po angielsku do 10, choć jej nie nakłaniam...
mówi już niemalże jak dorosła:)
zna parę literek,
sama się czesze,
tańczy,
zna całkiem sporo zwrotów w różnych językach:)
Nie wiem czy to dużo jak na ten wiek bo nie mam porównania ale i tak się chwalę!
x
A więc:
Potrafi robić fikołka..
próbuje stawać na głowie(!)
liczy do 12, a także zdarza jej się policzyć po angielsku do 10, choć jej nie nakłaniam...
mówi już niemalże jak dorosła:)
zna parę literek,
sama się czesze,
tańczy,
zna całkiem sporo zwrotów w różnych językach:)
Nie wiem czy to dużo jak na ten wiek bo nie mam porównania ale i tak się chwalę!
x
sobota, 27 listopada 2010
3cie urodziny!!!
Powiedzmy, że napisałam to wczoraj tzn. jeszcze dzisiaj, ale z racji, że godzina jest już jutrzejsza data jest jaka jest. 26 listopad 14.07 to data i godzina narodzin mojej perełki. Wszystkiego najcudowniejszego Królewno!! Kocham Cię najmocniej!
Dzisiaj moje słoneczko skończyło 3 latka... Niestety dzień nie należał do najmilszych gdyż akurat na dziś przypadała wizyta u okulisty, która nie była zbyt przyjemna... Ale cóż, przeżyłyśmy i czeka nas jeszcze cała masa cudownych dni a więc wynagrodzimy sobie to, oj tak! A ja czuję moim wrażliwym nosem, że zmiany są tuż tuż. Właściwie nie tyle tuż tuż co od dawna się dokonują, ale nazwijmy to, że kulminacja zbliża się wielkimi krokami. Na chwilę obecną to byłoby na tyle bo trzeba spać. Ale cieszę się, że przynajmniej prawie zdążyłam utrwalić ten wyjątkowy dzień:)
Dzisiaj moje słoneczko skończyło 3 latka... Niestety dzień nie należał do najmilszych gdyż akurat na dziś przypadała wizyta u okulisty, która nie była zbyt przyjemna... Ale cóż, przeżyłyśmy i czeka nas jeszcze cała masa cudownych dni a więc wynagrodzimy sobie to, oj tak! A ja czuję moim wrażliwym nosem, że zmiany są tuż tuż. Właściwie nie tyle tuż tuż co od dawna się dokonują, ale nazwijmy to, że kulminacja zbliża się wielkimi krokami. Na chwilę obecną to byłoby na tyle bo trzeba spać. Ale cieszę się, że przynajmniej prawie zdążyłam utrwalić ten wyjątkowy dzień:)
środa, 6 października 2010
Jak widać z mojego regularnego pisania nic nie wyszło... na razie przynajmniej. Ale nie marudzmy. W końcu wszystko ma swoją przyczynę i swoje znaczenie. Minęło trochę czasu od ostatniego mojego wywodu. Asya za niecałe 2 miesiące skończy 3 latka:) Do przedszkola jeszcze nie idzie... jakby ktoś pytał. Może za rok. Zależy gdzie będziemy i co będziemy robić. Może być bardzo różnie. No... mam nadzieję, że będzie "różnie" bo jako, że z całą stanowczością WIEM, że tkwić tu nie zamierzam to zamierzam coś zmienić. Oby na lepsze.
Ale jak już pisałam parę miesięcy temu, najgorszy okres przetrwałam, najgorsze trudności pokonałam i nie straszne mi już,a przynajmniej nieporównywalnie mniej straszne to co nastąpi. Skoro jest lepiej to będzie jeszcze lepiej. No nie zaszkodziło by nieco przyspieszyć... ale z drugiej strony może tak właśnie ma być. Na pewno coś tam musi dojrzeć, coś tam musi się sklecić z różnych zapewne obcych sobie elementów, a więc nie panikujmy.
Czas w końcu jest względny, jeśli w ogóle istnieje... ale to raczej nie miejsce na tego typu wywody.
Moje małe Słoneczko potrafi już niemal wszystko powiedzieć, wie sporo o świecie, garnie się wręcz do wyręczania mnie w czynnościach codziennych typu rozwieszenie prania, ugotowanie obiadu czy odkurzanie. Często niestety sprawa kończy się tak, że czynność pozostaje niewykonana z racji, że ona jeszcze nie potrafi a mi zrobić nie da bo chce "sama"... Ale nie zmienia to faktu, że sama chęć pomocy jest cudowna i miło robi się na sercu, że ktoś tak malutki już oto właśnie nabiera z własnej nieprzymuszonej woli nawyku pomagania:)
Kochana iskierka, rozświetla każdy mój dzień i sprawia, że nawet gdy nie mam ochoty na nic poza płaczem udaje mi się, nie raz ten płacz pohamować. Kocham ją z całego serca.
Ale jak już pisałam parę miesięcy temu, najgorszy okres przetrwałam, najgorsze trudności pokonałam i nie straszne mi już,a przynajmniej nieporównywalnie mniej straszne to co nastąpi. Skoro jest lepiej to będzie jeszcze lepiej. No nie zaszkodziło by nieco przyspieszyć... ale z drugiej strony może tak właśnie ma być. Na pewno coś tam musi dojrzeć, coś tam musi się sklecić z różnych zapewne obcych sobie elementów, a więc nie panikujmy.
Czas w końcu jest względny, jeśli w ogóle istnieje... ale to raczej nie miejsce na tego typu wywody.
Moje małe Słoneczko potrafi już niemal wszystko powiedzieć, wie sporo o świecie, garnie się wręcz do wyręczania mnie w czynnościach codziennych typu rozwieszenie prania, ugotowanie obiadu czy odkurzanie. Często niestety sprawa kończy się tak, że czynność pozostaje niewykonana z racji, że ona jeszcze nie potrafi a mi zrobić nie da bo chce "sama"... Ale nie zmienia to faktu, że sama chęć pomocy jest cudowna i miło robi się na sercu, że ktoś tak malutki już oto właśnie nabiera z własnej nieprzymuszonej woli nawyku pomagania:)
Kochana iskierka, rozświetla każdy mój dzień i sprawia, że nawet gdy nie mam ochoty na nic poza płaczem udaje mi się, nie raz ten płacz pohamować. Kocham ją z całego serca.
wtorek, 25 maja 2010
Asya ma już 2 i pół roku!!! Jakoś tak się złożyło, że przez te pół roku nic tu nie napisałam... Był to czas niełatwy.
Ale bardzo płodny jeśli chodzi o zmiany...myślenia, nastawienia, postrzegania pewnych spraw. Tak wiem, że jest to blog Asyi więc warto ograniczyć swój talent do lania wody o wszystkim i o niczym;)
Teraz dopiero oddycham. Nie będę tu opisywać co sprawiało, że dotychczas czynność ta nie przychodziła mi łatwo... Powiem krótko, od niedawna mój mały Skarbek jest kochanym aniołkiem, swoim przeciwieństwem w odniesieniu do ostatniego półrocza... Jednak nie zamierzam czynić wyrzutów mojej kochanej Iskierce. W końcu zmiana jaka się we mnie dokonała jest być może tym co sprawiło, że i ona doszła do siebie.
Dlatego jestem z siebie dumna. Choć jeszcze dużo pracy przede mną, ale kierunek został obrany i to się liczy.
Odtąd postaram się pisać bardziej regularnie.
Podsumowując:
Asya potrafi już bardzo ładnie mówić,
Potrafi rzucać i łapać piłkę,
ustawiać domek z klocków,
kłaść swojego dzidziusia do spania:D
jeść widelcem (no nie całkiem sprawnie ale niektóre kęsy trafiają do buzi...)
liczyć do pięciu a czasem i ośmiu:)
Zna literkę A,O i U...
Potrafi rysować kółeczko..
wyciągać z pralki pranie..
otwierać drzwi,
otwierać laptopa...:/
i coś tam jeszcze.
Ale bardzo płodny jeśli chodzi o zmiany...myślenia, nastawienia, postrzegania pewnych spraw. Tak wiem, że jest to blog Asyi więc warto ograniczyć swój talent do lania wody o wszystkim i o niczym;)
Teraz dopiero oddycham. Nie będę tu opisywać co sprawiało, że dotychczas czynność ta nie przychodziła mi łatwo... Powiem krótko, od niedawna mój mały Skarbek jest kochanym aniołkiem, swoim przeciwieństwem w odniesieniu do ostatniego półrocza... Jednak nie zamierzam czynić wyrzutów mojej kochanej Iskierce. W końcu zmiana jaka się we mnie dokonała jest być może tym co sprawiło, że i ona doszła do siebie.
Dlatego jestem z siebie dumna. Choć jeszcze dużo pracy przede mną, ale kierunek został obrany i to się liczy.
Odtąd postaram się pisać bardziej regularnie.
Podsumowując:
Asya potrafi już bardzo ładnie mówić,
Potrafi rzucać i łapać piłkę,
ustawiać domek z klocków,
kłaść swojego dzidziusia do spania:D
jeść widelcem (no nie całkiem sprawnie ale niektóre kęsy trafiają do buzi...)
liczyć do pięciu a czasem i ośmiu:)
Zna literkę A,O i U...
Potrafi rysować kółeczko..
wyciągać z pralki pranie..
otwierać drzwi,
otwierać laptopa...:/
i coś tam jeszcze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)